Iwonicz – we wspomnieniach najstarszych mieszkańców

Iwonicz – we wspomnieniach najstarszych mieszkańców
Iwonicz – we wspomnieniach najstarszych mieszkańców

Tak zatytułowana została jedna z siedmiu inicjatyw mieszkańców naszej gminy realizowanych w ramach programu Dom Kultury+ Inicjatywy lokalne 2013. Obejmuje ona zebranie wspomnień najstarszych mieszkańców Iwonicza i wydanie ich w formie audio, na płytach. Pomysłodawczyniami i realizatorkami przedsięwzięcia są dwie mieszkanki Iwonicza: Małgorzata Szybka i Teresa Kielar, które dzielą się swoimi wrażeniami.

Chciałyśmy serdecznie i gorąco podziękować tym wszystkim osobom, które dotychczas podzieliły się z nami swoimi wspomnieniami. Jesteśmy mile zaskoczone, że tak serdecznie i ciepło nas przyjmują. Wszystkie dotychczas spotkane przez nas osoby stają się otwarte i są pełne radości, że ktoś od nich młodszy chce z nimi porozmawiać i dowiedzieć się o ich ciężkich latach młodości, które przypadły na lata międzywojenne i okupację. Jesteśmy pełne podziwu i uznania, że pomimo wojny i ogromnej biedy potrafili radzić sobie z otaczającą ich rzeczywistością i nie stracili wiary i nadziei na lepsze jutro. W czasach II wojny światowej, mimo świstających kul i ciągłego strachu, mieszkańcy Iwonicza potrafili w tym wszystkim się odnaleźć, tak jak nasze kochane babcie, które umiały z niczego wyczarować strawę, którą po dziś dzień wspominają nasi rodzice. Spryt i umiejętności naszych Dziadków pozwoliły przetrwać te trudne lata. Podczas prowadzonych rozmów, my i nasi rozmówcy niejednokrotnie ronimy łzy. Wydając płytę dokumentującą nasze spotkania, pragniemy uchronić od zapomnienia oraz zachować na dłużej obraz dawnego Iwonicza i jego mieszkańców. Mamy nadzieję, że w ten sposób zostaną z nami na dłużej, a przyszłe pokolenia będą czerpać z ich wspomnień mądrość życiową oraz wiedzę o Iwoniczu. Jako przedsmak nagranych wywiadów chcemy opublikować fragmenty wspomnień pana Jana Nycza, który nie mógł udzielić nam wywiadu, lecz podarował nam swój cenny pamiętnik.

"Pewnego razu byliśmy w Zdroju ze sankami i jakiś robotnik dał nam paczkę na sanki i mówi: weźcie do domu i będziecie się tym grzać. Okazało się, że to był proszek ciemno brązowy w torebkach. Po dolaniu do torebki dwóch łyżek wody i zamknięciu torebki blaszką po kilku minutach proszek w torebce tak grzał, że temperatura mogła sięgać do 80 OC. Tego proszku Niemcy stosowali w okopach pod Stalingradem i Moskwą w tą ostrą zimę.

W Iwoniczu zapanowało wyzwolenie. Partyzanci zakopali kilka rur wiertniczych „6” tj. około 15 cm średnicy, zostały one zabrane ze składowiska, które było zaraz obok mostu, gdzie na Ispaku była kopalnia ropy. Wymienione rury zostały zakopane zaraz za sklepieniem mostu na środku drogi prowadzącej do Zdroju, że samochodem przejechać się nie dało. Pod rurami na tablicy szkolnej był napis w języku niemieckim IWONICZ ZDRÓJ ZAGOSPODAROWANY PRZEZ PARTYZANTÓW a u góry było duże HALT…

Pewnej letniej nocy sąsiad Rygiel Franciszek zapukał do okna wołając matkę. Aniela chowaj skóry bo rewizja. W domu nie było ani ojca ani starszego brata Władysława, gdyż obydwaj byli na warcie. Nadmienię tu, że i brat i ojciec byli członkami ochotniczej straży pożarnej. Członkowie straży mieli dyżury – 2 dni wolne i trzecią noc służby. Początkowo to było dobre bo wszystkie rewizje były przeprowadzane tak, że gestapo czy policja czytała listy i strażacy ich musieli prowadzić do danej osoby. Mogli więc w jakiś sposób powiadomić aby uciekać. Natomiast w latach późniejszych już się tak wyrafinowali, że nie było mowy o daniu znaku. Ludzie natomiast polami biegli, dawali znaki, że jest łapanka czy rewizja, i że u mnie już byli. To samo więc się odbyło i u nas owej nocy. Matka mnie i siostrę Marysię obudziła i mówi, że rewizja, że trzeba skóry wynieść. Skóry natomiast się suszyły w pokoju porozciągane na ramach pozbijanych z desek. Taka jedna skóra wraz z ramą była dość ciężka jak na takie dzieci jak my. Nie było wyboru, wynosiliśmy te skóry z siostrą na ogród, kładąc je do trawy jak len. Tyle cośmy skończyli i wskoczyliśmy pod bety a gestapo już dobija się do drzwi. Niewiadomo czy ktoś doniósł Niemcom, że u nas jest garbarnia czy też przypadkowo. Zaraz po wejściu do mieszkania pytali się gdzie i czyje skóry, a było kilkadziesiąt skórek z króli i parę skór z kotów, ale były poukładane na piecu. Niemiec stanął na ławce i wszystkie skóry strącił na izbę i znowu pyta czyje to. Matka mówi, że nasze i że chłopcy chowają króle i zabite jemy bo od nas nikt na kopalni nie robi i nie mamy kartek na przydział mięsa. Wtem drugi pyta łamanym językiem trochu po śląsku trochu po polsku, gdzieśmy pochowali resztę skór. Wyciągnęli mnie ze szlubana, tj. taka kanapa rozsuwana, i zaraz otrzymałem silnie w policzek i to samo pytanie gdzie skóry, i mówi, że do trzech razy pytam i kulka w łeb. Natomiast po trzecim razie, że nie ma – otrzymałem cios w twarz i upadłem pod stół, ale strzał nie padł. Matka też otrzymała prostego boksa w pierś aż upadła na ławę. Zawrócili i zaczęli szukać, a że nie znaleźli nic, co by było zakazane i wyszli."

Zwracamy się z prośbą do wszystkich mieszkańców Iwonicza, którzy chcą się podzielić z nami swoimi przeżyciami o kontakt telefoniczny. Małgorzata Szybka tel.: 665 775 558 lub 13 43 504 15, Teresa Kielar tel.: 519 592 709 lub 13 43 504 96.

Teresa Kielar
Małgorzata Szybka

Iwonicz - we wspomnieniach najstarszych mieszkańców
Iwonicz - we wspomnieniach najstarszych mieszkańców
Iwonicz - we wspomnieniach najstarszych mieszkańców